Mały update do tej sprawy. Czytamy, że tak naprawdę nic nie wiadomo, badania wykonywała osoba mocno powiązana z Kościołem, która nawet nie chce wyjawić dokładnie jakie badania przeprowadziła a dalszych badań nie chce Kościół. Świetnie, umywamy rączki, mówimy coś o świętości kawałka mięsa, ale nawet już do końca nie wiadomo, czy jest to mięsień sercowy czy kostny i nie mamy pojęcia czy nawet pochodzi od człowieka. Lecz to dla Krk zupełnie wystarczy. Kawałek mięsa niewiadomego pochodzenia = cud.
Niewiem, czy mam się śmiać z nieudolności czy płakać z powodu łatwowierności wszystkich (ksiądz znalazł – biskup potwierdził – znaczy, że prawda!).
Rodzi się jedno ważne, ale to zajebićie ważne pytanie: skoro Krk jest 101% pewne pochodzenia tego kawałka mięsa, to czego nie pozwala na dalsze badania? Czemu sprawa jest tak zagmatwana, nikt nie odpowiada na pytania, każdy odsyła do innej osoby (metody nieco PRLowskie zdaje się)?
Tu prawdziwi naukowcy mogą się wyśmiać z tego przypadku, bo jeśli istnieją jakieś wątpliwości co do wyniku jakiegoś eksperymentu to powtarza się go kilka(set/tysiąc/milion)krotnie i nie ma problemu. Nikt nie ma nic przeciwko, przecież to tylko dochodzenie prawdy. No, jedyni co się tego boją to Ci, którzy zfałszowali wyniki lub dopuścili się innych oszustw. Myślę, że mam odpowiednie podłoże, aby bać się fałszerstwa w tym przypadku, wystarczy przeczytać artykuł aby zwątpić w uczciwość Krk.
P.S Mało notek, bo znalazłem pracę, która zabiera mi ładne ok. 60 godzin tygodniowo, ale myślę, że jak się wszystko ułoży to blog odżyje.
Przeczytałem ciekawy wpis na blogu Biokompost –
Haha! Na anglojęzycznej częsci strony
Haha! Przyszło nam żyć w naprawdę ciekawych czasach. Wpadłem na fajną sprawę – jak w tytule – 

